Strefa Pisania

Niezrastająca się pamięć – recenzja książki „Krótka wymiana ognia” Zyty Rudzkiej

O tym, że „pamięć nie gnat, nie zrasta się” opowiada Zyta Rudzka w swojej ostatniej powieści. Krótka wymiana ognia – bo taki rzecz ta nosi tytuł – jest książką wyjątkową. Dzieje się tak nie tylko dlatego, że na nową prozę autorki Białych klisz trzeba było czekać kilkanaście lat. I – dodać należy od razu – zdecydowanie warto było czekać. Powodem o wiele ważniejszym okazuje się jej migawkowa, niedookreślona konstrukcja, która – do czego Zyta Rudzka zdążyła już czytelników przyzwyczaić – opowiada się za poetyką (prze)milczenia. Czytanie niewielkiej pod względem objętości Krótkiej wymiany ognia przypomina bowiem układanie puzzli, z tą jednakże różnicą, że w tej łamigłówce nie wszystkie elementy do siebie pasują. A brak chronologii i przeplatanie rzeczywistości z sennymi majakami czy zacierającymi się wspomnieniami sprawy bynajmniej nie ułatwia.  

 Główną bohaterką najnowszej prozy Zyty Rudzkiej jest siedemdziesięcioletnia poetka Roma Dąbrowska, która jawi się jako „podglądaczka istnienia. Doskonała w anatomii przedmiotów. Sekcji rzeczy. Odgrzebywaniu istnień. Dmucha w popiół. Wychwytuje fragment. Ukryty zarys. Nieważny detal. Schowany szczegół. Nieśmiały ślad. Zatartą poszlakę. Zapomniany trop”. To swoiste nastawienie detektywistyczne Romy dość łatwo da się wytłumaczyć. Z jednej strony kobieta jest dziedziczką traumatycznej, pełnej tajemnic przeszłości swojej matki (dramatyczne doświadczenia II wojny światowej, które miały miejsce w jednej z pogranicznych wsi leżących nad rzeką Mokrą), z drugiej – próbuje zrozumieć powody, dla których jej utalentowana muzycznie córka Zuzanna nie tylko jako nastolatka uciekła z domu, ale także z dnia na dzień porzuciła karierę pianistki.

Właściwie wszystkie te trzy biografie (bezimiennej „mamulki”, Romy i Zuzy), choć się na siebie nakładają oraz w pewnym sensie naświetlają i uzupełniają, niczego tak na dobrą sprawę nie wyjaśniają. Pełne są bowiem luk, niedopowiedzeń, znienacka urwanych wątków. Krótka wymiana ognia – jak wskazuje już sam tytuł – jest narracją gwałtowną, poszarpaną, fragmentaryczną, złożoną w dużej mierze z króciutkich zdań oznajmujących lub równoważników zdań. W pewnym sensie forma tej prozy naśladuje pracę pamięci, która generując wspomnienia na zasadzie asocjacji, nieustannie skacze pomiędzy wyciąganymi ze studni (nie)pamięci strzępami zdarzeń. W konsekwencji snuta przez Romę opowieść łączy ze sobą przeszłość i teraźniejszość, realizm i erotyczne fantazje, reminiscencje własne i cudze. Wszystko – jak można sądzić – przede wszystkim po to, by (po)godzić się ze swoją starością. Bo też i Krótka wymiana ognia opowiada się po stronie historii prywatnych, pamięć zbiorową traktując raczej jako swoiste repozytorium wiedzy. Nawet jeśli pojawiają się migawki nawiązujące do Holocaustu czy Marca’68, to są one nie do końca dookreślone czy wysłowione, pozostając – za sprawą wyjawiających je opowiadaczy – raczej w przestrzeni aluzji. Zawsze bowiem autorce Mykwy chodzi o zaakcentowanie indywidualnego, intymnego rysu doświadczenia i wiążącej się z nim konfesji. Nie inaczej jest tym razem.   

Roma, dziedzicząc traumę matki, przez całe swoje życie nie potrafiła wyzbyć się piętna obcości. Nie jest do końca jasne, kim była matka poetki. Można domniemywać, że Niemką lub Ślązaczką, ale tajemnicy tej nie sposób rozwikłać, ponieważ po wojnie zmieniono jej imię i nazwisko, odbierając tym samym poczucie tożsamości. Jako młoda kobieta utraciła bliskich. Przyjaciółki i sąsiadki wybierały samobójstwo, uciekając przed żołnierzami Armii Czerwonej. Ona, dając się gwałcić, zdecydowała, by żyć dalej. Pierworodne dziecko (choć być może dzieci było więcej) zamordowała. Nie potrafiła jednak poradzić sobie z powojenną traumą, w efekcie czego nie umiała nawiązać relacji z córką. Jedyną formą (auto)terapii stało się opowiadanie o tym, co się wydarzyło studni. Dzięki temu paląca od wielu lat rana nieustannie się jątrzyła, sprawiając, że kobieta z czasem coraz bardziej pogrążała się w otchłani pochłaniającej ją samotności i pustki.

W konsekwencji snuta przez Romę opowieść łączy ze sobą przeszłość i teraźniejszość, realizm i erotyczne fantazje, reminiscencje własne i cudze. Wszystko – jak można sądzić – przede wszystkim po to, by (po)godzić się ze swoją starością.

Nic więc dziwnego, że i Roma nie była w stanie nawiązać porozumienia z własną córką, która uciekła z domu być może właśnie dlatego, żeby przerwać rodzinną traumę i nie powielać błędów swojej matki. Narcystycznie usposobiona Roma ma bowiem za sobą choćby aborcję, dwa nieudane małżeństwa, rodzicielską katastrofę i porażkę jako poetka, której twórczość okazuje się niemal nikomu niepotrzebną formą ekspresji. Mechanizmem obronnym przed starością stają się – jak można się domyślać – kpiarskie komentarze w rodzaju: „Wyglądam jak krzywo zawieszona reprodukcja Guerniki”. Ale Roma nie ma najmniejszych złudzeń co do swojej sytuacji: „Mogę się myć, perfumować, a i tak czuć mnie będzie tą, co już prawie zmieniła nylony na przeciwzakrzepowe rajstopy, majteczki na luźne figi, podpaski na seniorpieluchy, obcasy na półbuty”. Mimo to przyznaje się – choć jedynie sama przed sobą – że jej ciało nadal pożąda męskich ciał, pragnąc doświadczyć erotycznej rozkoszy. Jest jednak świadoma swojej życiowej klęski. Ze swego rodzaju podsumowania egzystencjalnych zysków i strat, który da się wyczytać ze snutego przez nią monologu, jasno wynika, że upadki i rozczarowania przeważają. W konsekwencji będąc u kresu swych dni Roma czuje się zmęczona i wypalona. 

Krótka wymiana ognia Zyty Rudzkiej jest zatem opowieścią przede wszystkim o zerwanym kobiecym porozumieniu. Wszak reprezentantki trzech generacji nie umiejąc znaleźć wspólnego języka, nie potrafią się porozumieć, zrozumieć, a w rezultacie wesprzeć. Mamulka powierza swoje sekrety studni, Roma ciosa „słowa jak drewno na opał”, a Zuzanna najprawdopodobniej dzwoni czasami do matki, by podzielić się „słowami, których nie ma”. Brak oparcia we wspólnocie powoduje, że żadna z nich nie może przepracować traumy i spróbować odbudować życia na nowo. Żadna też nie może odciąć się od przeszłości i zapomnieć, zaś niezrastająca się pamięć staje się balastem mimowolnie przekazywanym kolejnym pokoleniom.

Ale być może jest jednak jakaś nadzieja. Wszak Zyta Rudzka zadbała o to, by nic w tej opowieści nie było jednoznaczne czy oczywiste. Krótka wymiana ognia jest – co warto szczególnie podkreślić – prozą wymykającą się łatwemu „szufladkowaniu”. Autorka Ślicznotki doktora Josefa umiejętnie wymyka się schematom fabularnym, starając się nie powielać doskonale znanych klisz czy stereotypów. Udaje się jej to właśnie dlatego, że w jej najnowszej powieści nazbyt wiele jest tzw. białych plam, dzięki którym o wiele istotniejsze okazuje się to, co ukryte w podświadomości i to, co nie zostało wypowiedziane explicite

Agnieszka Nęcka

Zyta Rudzka: Krótka wymiana ognia. W.A.B. Warszawa 2018. 

Agnieszka Nęcka – pracowniczka Zakładu Krytyki i Literatury Ponowoczesnej Instytutu Nauk o Literaturze Polskiej im. Ireneusza Opackiego Wydziału Filologicznego Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Krytyczka literacka, copywriterka, redaktorka tomów zbiorowych, autorka sześciu monografii:Granice przyzwoitości. Doświadczanie intymności w prozie najnowszej(2006); Starsze, nowsze, najnowsze. Szkice o prozie polskiej XX i XXI wieku (2010); Cielesne o(d)słony. Dyskursy erotyczne w polskiej prozie po 1989 roku(2011); Co ważne i ważniejsze. Notatki o prozie polskiej XXI wieku (2012); Emigracje intymne. O współczesnych polskich narracjach autobiograficznych(2013); Polifonia. Literatura polska początku XXI wieku(2015). Redaktorka działu krytyki literackiej w „Postscriptum Polonistycznym”. Współpracuje z Fundacją Wiedzy i Dialogu Społecznego „Agere Aude”.

Niezrastająca się pamięć – recenzja książki „Krótka wymiana ognia” Zyty Rudzkiej

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Przewiń do góry